Strona główna

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przemyślenia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przemyślenia. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 28 lipca 2014

Życie, jak w kalejdoskopie.

Chyba naprawdę nie powinniśmy w życiu niczego planować. Czasem jeden telefon, może zmienić wszystkie Twoje dotychczasowe postanowienia, myśli. W ekspresowym tempie będziesz musiał/ała spakować walizki i ponowie wrócić do miasta, za którym bardzo tęsknisz. Z jednej strony moja radość jest ogromna, bo będzie to dla mnie nowe doświadczenie. Kolejnym plusem jest to, że będę mogła porządnie przygotować się do półmaratonu. Wieczorami znajdę czas na trening oraz na częstsze dodawanie postów na bloga, ponieważ trochę go ostatnio zaniedbałam. Poprawię się.

Postanowiłam, że w tym roku wezmę udział w Maratonie Warszawskim. Będzie to mój pierwszy maraton w życiu i mam nadzieję nie ostatni. Nawet jeżeli miałabym przybiec ostatnia to i tak będzie to dla mnie ogromny sukces. Dzisiaj udało mi się przebiec 16 kilometrów w czasie 1:39:32.  Nie jest to najlepszy wynik, ale na trasie było bardzo dużo podbiegów, jednak udało mi się.  Zyskałam ogromną satysfakcję, mokrą koszulkę, i 986 spalonych kalorii. Do 28 września mam jeszcze czas, jestem ciekawa, jakie będą efekty. Mam dwa miesiące.

M.






piątek, 13 czerwca 2014

Plan wakacyjny 2014.

Czerwcu kończ się szybciej, ponieważ za dużo zaplanowałam na lipiec, sierpień i wrzesień. Pośpiesz się! 


Długo się zbierałam do tego, by opracować mój plan wakacyjny na 2014 rok. Wszystko wskazuje na to, iż będzie on niezapomniany, jedyny w swoim rodzaju. Chyba postawiłam wszystko na jedną kartę i obiecuję, że wytrzymam długie wycieczki pociągami, opóźnienia PKP, niewygodne siedzenia, ogromną walizkę, upały, deszcze. Wrócić bezpiecznie z tym co bezcenne i niezapomniane, ze wspomnieniami. To będzie podróż za jeden uśmiech z nowym aparatem i jedną walizką. 

Początek lipca będzie miał charakter czysto muzyczny. Od kilku lat bardzo chciałam zdobyć bilety na Openera. Jednak moje ogromne pragnienie zawsze przegrywało z jedną lub kilkoma wymówkami. W tym roku zdecydowałam, że nie odpuszczę, nie przegapię występu Banks, Fosterów, The Black Keys, Bena Howarda, Rudimental, Foals. Cieszę się, że festiwal odbywa się w Gdyni, blisko morza, plaży. Nigdy nie było mi po drodze do Trójmiasta. Może to wydać się głupie i dziwne, ale zawsze chciałam zobaczyć Sopockie Molo. Dlaczego? Nie umiem odpowiedzieć na to pytanie, przecież równie dobrze mogła by to być Krzywa Wieża w Pizie albo Luwr w Paryżu. Ze mną jest trochę inaczej. Wróćmy jednak do festiwalu! Obiecuję, że dokładnie opiszę każdy dzień, dodatkowo postaram się umieszczać, jak największą ilość zdjęć. Już teraz nie mogę się doczekać!

Kolejnym punktem planu wakacyjnego 2014 jest Schwedt, niemieckie miasto, położone przy granicy z Polską. Pierwszy raz odwiedziłam je w 2012 roku, w ramach wymiany młodzieży, organizowanej przez Liceum, do którego uczęszczałam. Cały projekt, jak również wyjazd wspominam bardzo dobrze. Były to niezapomniane chwile, które na pewno będę pamiętać do końca życia. Po dwóch latach postanowiłam ponownie tam wrócić, chociaż na kilka dni. Oprócz Schwedt, planuję również spędzić jeden dzień w Berlinie. Dlatego prosto z Openera, kupuję bilet na pociąg i wyruszam do Szczecina, a stamtąd prosto do celu. Chyba zaprzyjaźnię się z PKP i walizką. Spędzimy razem dużo czasu, więc musimy współpracować. 
Do Warszawy wrócę na krótki, bądź na dłuższy okres czasu. Wychodzę z założenia, że wszystko samo się ułoży. Zazwyczaj na plus. Jaki jest kolejny przystanek? Oczywiście rodzinny dom. 
Na sierpień zaplanowałam jeszcze jeden wyjazd, lecz na chwilę obecną nie jest to nic pewnego. Jeżeli udałaby mi się go zrealizować, byłabym w siódmym niebie! A wrzesień? Ten miesiąc rezerwuje dla Pragi, zarówno tej czeskiej, jak i warszawskiej. 

Buty do biegania zabieram ze sobą. Nie wyobrażam sobie, żeby nie było dla nich miejsca w mojej walizce. Poranny trening nad Morzem Bałtyckim! Bezcenne! 
Naprawdę, będzie to niezapomniany rok!
https://www.youtube.com/watch?v=ADP65wbBUpc Ben, będziesz mi towarzyszył przez całe wakacje!
M.



niedziela, 8 czerwca 2014

Gra.

Każdy człowiek jest pionkiem, który uczestniczy we własnej grze. Sam ustala reguły, rysuje swoją planszę, po której porusza się, zbiera cenne doświadczenie, doznaje porażek i sukcesów.  Ta gra jest pełna marzeń, planów, jak również niewyjaśnionych sytuacji, pochopnie podjętych decyzji. Jedynym haczykiem tej zabawy, prowadzonej przez każdego z nas jest to, że nie masz szansy zacząć jej od początku. Masz tylko jedno życie, więc czerp z niego jak najwięcej!

Do niedawna każdy swój najmniejszy błąd, brałam za życiową porażkę. Nieważne czy był to nietrafiony prezent dla przyjaciółki, niezaliczone kolokwium. W takich sytuacjach człowiek przestaje wierzyć we własne umiejętności. Siada sam ze sobą i stara zastanowić się dokąd zmierza jego życie. Czasem znajdzie się osoba, która nam w tym pomoże, da ogromnego kopniaka, którego skutki czujemy przez dłuższy czas. Tak było w moim przypadku. Może Wam wydać się to banalne, ponieważ piszę o tym kolejny raz, ale na spełnianie marzeń i realizacje własnych celów, nigdy nie jest za późno. Zaczęłam od drobiazgów. Częściej starałam się eksponować uśmiech, nawiązywać kontakt z osobami, których nie widziałam kilka dobrych lat, i chyba powoli przestaje mieć wyrzuty sumienia po zjedzeniu kubełka lodów :). Odnalazłam swoją pasję, której jestem oddana i śmiało mogę powiedzieć, że nigdy jej nie porzucę. Nie ma rzeczy niemożliwych. Jeżeli bardzo czegoś pragniesz prędzej, czy później to osiągniesz. Strach będzie Twoim towarzyszem, ale nie pozwól by ograniczył Cię w działaniu. Idź własną ścieżką, buduj własną grę, w której będziesz szczęśliwy. Pamiętaj, że nie musisz nikomu nic udowadniać. Ważne jest to, by żyć w zgodzie z samym sobą. Mój tata powiedział mi, że nie samymi sukcesami człowiek kształtuje swój charakter, po porażce jest się dwa razy silniejszym. I chyba coś w tym jest. 

Nie bój się wejść do gry. Ustaw się na polu z napisem start i ruszaj. Dokonuj rzeczy niemożliwych. Walcz o swoje marzenia. Jeżeli Cię nie przekonałam, może Will to zrobi, mój Mistrz.

piątek, 6 czerwca 2014

Co wybierasz?

Co to takiego szczęście?

Nieustannie zadaję sobie to pytanie i chyba nigdy nie będę potrafiła uzyskać jednoznacznej odpowiedzi. Uważam, że człowiek całe życie szuka swojego szczęścia.  Kiedyś przypadkowo trafiłam na piękne zdanie, które tak utkwiło mi w pamięci, że jestem w stanie powtórzyć je do dzisiaj:"Szczęście jest czymś, co przychodzi pod wieloma postaciami, więc któż je może rozpoznać?". Przecież szczęście to uścisk mamy po długiej nieobecności, śpiew pod prysznicem, kawa o poranku, gorąca herbata w chłodne dni, nowa sukienka, zachód słońca, własnoręcznie zrobiony prezent dla bliskiej Ci osoby. Szczęście to ja i Ty, to zapach powietrza po burzy, skakanie po kałużach w sandałach, szum morza, uśmiech nieznajomej osoby, gwiazdy na niebie, zdany egzamin, nowa miłość,  spontaniczny wyjazd z przyjaciółmi. Szczęście to ciasteczko Oreo, modlitwa, delikatne pocałunki, miseczka płatków śniadaniowych o północy, karaoke, zabawa na placu zabaw, kiedy masz trzydzieści lat. Szczęście to umiejętność mówienia prawdy, godzenie się z porażką, rzucanie się śnieżkami, ustąpienie miejsca w autobusie, oglądanie bez przerwy jednego odcinka ulubionego serialu, śmianie się z samego siebie, stara zabawka z dzieciństwa, budzenie się obok ukochanej osoby, śniadanie w łóżku, dobra książka, kieliszek wina. Szczęście to nowa para butów, wygrany mecz, zrealizowane marzenie, dostanie się na upragnione studia, wygodna piżama, wyjście na spacer o trzeciej w nocy, liścik miłosny, nowa płyta ulubionego wykonawcy, traktowanie ludzi z szacunkiem, zrzucenie dwóch kilogramów, szczery uśmiech dziecka, kiełbaska z grilla. Szczęście to gra w warcaby, bilet na upragniony festiwal, wyznanie miłości. Szczęście jest wszędzie, nawet tam, gdzie się go nie spodziewasz. Wystarczy, że dokładnie się rozejrzysz. 

Pomyśl, co Ciebie uszczęśliwia. Sądzę, że sam będziesz zaskoczony, jak wiele jesteś w stanie wymienić.
M.





środa, 4 czerwca 2014

Szczęściara.

Dzisiaj śmiało mogę powiedzieć, że życie jest cudowne, i że każdy dzień trzeba wyciskać do ostatniej kropli, niczym sok z cytryny. Pisząc to zastanawiam się, co się stało z tamtą dziewczyną, która na każdym kroku doszukiwała się mankamentów w swoim życiu. To nie tak, że za nią tęsknię, nic z tych rzeczy. Wręcz przeciwnie, jestem zdziwiona, że potrafiłam coś w sobie naprawić, w tak krótkim czasie. Nie jestem egoistką i wiem, że nie osiągnęłabym tego bez wsparcia rodziny, przyjaciół, którzy we mnie wierzyli i mam nadzieję, że będą to robić nieustannie. Nie krytykują moich szalonych pomysłów, zdążyli się już z nimi oswoić. I nikogo nie powinno dziwić to, że poważnie zastanawiam się nad udziałem w tegorocznym maratonie. Ta myśl dojrzewała we mnie bardzo długo. Dziewczyny nie były zaskoczone, zapytały tylko, czy dam radę przebiec 42 kilometry po sierpniowym półmaratonie. Większą uwagę skupiły na stanie mojego kolana, ale oznajmiłam, że i z tym sobie poradzę. Wyrosła ze mnie silna kobieta, której celem jest realizacja własnych marzeń, uszczęśliwianie i motywowanie innych. Jedną z tych osób jest moja współlokatorka, która przez ten rok stała się dla mnie prawdziwą siostrą. Powstała pomiędzy nami więź, którą ciężko jest mi opisać w kilku zdaniach. Ma to coś, czego człowiek szuka w drugim człowieku, uśmiech, którym zaraża mnie w momencie przekroczenia domowego progu. To od niej po raz pierwszy usłyszałam, Marta zmieniłaś się. Kiedy słyszysz takie słowa, zaczynasz wierzyć, że to co robisz ma sens.

Wszystko, tak powoli, bez zbędnego pośpiechu zmierza w kierunku lepszej przyszłości. Nie sądziłam, że uda mi się pozbierać małe elementy, w jeden duży. Jeżeli wszystko tak dobrze się układa, to może uda mi się dostać wakacyjny staż w Polskim Radiu. Trzeba tylko pięknie przejść kwalifikacje. Machina ruszyła i proszę niech nikt jej nie zatrzymuje!
M.















piątek, 30 maja 2014

Simple things.

Tak się cieszę, że nareszcie jestem w domu. To cudowne uczucie, kiedy budzisz się rano, za oknem nie słyszysz dyszących autobusów, tylko głośny śpiew ptaków.  Zaczynasz dzień od filiżanki kawy, tym razem nie rozkoszujesz się jej smakiem w samotności. Widzisz uśmiech, twarz, i te oczy. Duże, brązowe, jednym słowem piękne. Słyszysz, ten radosny, a zarazem donośny głos, który pyta się, czy nie zapomniałam, jak wygodne jest moje łóżko. Odpowiadam, że warszawskie lepsze, spoglądam na nią i dostrzegam lekki uśmiech. Wszystko po dłuższym czasie smakuje lepiej, niczym wino, które dojrzewa w domowej piwnicy.
Nie przez przypadek, przekraczając tablicę z napisem Annopol powitała mnie piosenka Louis'a Armstronga "What a wonderful world". Przyjeżdżając tutaj, dostaję się do cudownego świata, gdzie odnajduję spokój, harmonię. Nie muszę maskować niedoskonałości podkładem, wydłużać rzęs tuszem, dobierać stroju i zastanawiać się, czy będzie pasował do butów, doprowadzać do porządku mojej burzy włosów.  Wkładam na siebie najwygodniejsze dresy, starą, wyciągniętą koszulkę. Jest naturalnie, czyli tak, jak powinno być. Wpuszczam do pokoju świeże, pachnące deszczem powietrze. Nie przeszkadzają mi dziecięce krzyki, wręcz przeciwnie, bawią mnie.Nie znam ich, ale ich uśmiech udziela mi się.  Przypominają o beztrosce, braku problemów, swobodzie. Może dlatego mam tak ogromny sentyment do tego miejsca.

https://www.youtube.com/watch?v=H904RPD7H1w






czwartek, 29 maja 2014

Huta.


Świeże powietrze, zieleń, mój dom. Czas na odpoczynek, regenerację. Uśmiech nie schodzi z mojej twarzy! Życzę Wam udanego weekendu! 

poniedziałek, 12 maja 2014

Mój rodzinny dom.

Każdy z nas ma, bądź szuka swojego miejsca na Ziemi. Zawsze byłam przekonana, że mogę dostosować się do życia w każdym zakątku świata, gdzie na każdym kroku "coś" lub "ktoś" będzie mnie zaskakiwać.  Ta myśl była również ze mną, kiedy przenosiłam się do Warszawy. Nowe miasto, nowi ludzie, wszystko pachniało nowością, niczym książka, którą otwierasz po raz pierwszy. Stare życie zostawiasz tam, gdzie spędziłeś swoje osiemnaście lat życia i zaczynasz następny etap. Początkowo wszystko jest ekscytujące, nieprzewidywalne, pełne wrażeń, jednak najważniejsza staje się WOLNOŚĆ, tak właśnie ona. Wreszcie opuszczasz rodzinne gniazdko, najbliższych znajomych. Zaczynasz od zera, stajesz się samodzielny, bo tego wymaga sytuacja. Wracając do domu nie słyszysz, zrób to, zrób tamto, posprzątaj w pokoju, umyj naczynia. Wychodzisz i wracasz kiedy chcesz. Musisz jedynie pamiętać o tym, by Twój telefon był cały czas dostępny i co najważniejsze nigdy go nie wyciszaj, bo czekają Cię długie i bolesne wyjaśnienia. Jednak z czasem( mówię o mnie) zaczynasz tęsknić za tym, co tak naprawdę wydawało się dla Ciebie męczące i nieznośne. Kiedy po przekroczeniu progu, Twoim jedynym  marzeniem jest zjedzenie ciepłego obiadu zrobionego przez mamę. Piszę o tym chyba tylko dlatego, że już dawno nie byłam na Hucie, że tak dawno nie widziałam rodziców i brata. Codzienne rozmowy to oczywiście nie to samo. Kiedy pytają mnie, o powrót odpowiadam, że nie wiem. W Warszawie cały czas coś mnie trzyma. Kiedy pytają, czy za nimi tęsknie, odpowiadam ciszą. Od pewnego czasu nie potrafię rozmawiać o uczuciach. Wiem, że robię im ogromną przykrość, bo w głębi duszy chciałabym wykrzyczeć do słuchawki: TAK BARDZO! Próbuje być twarda i całkiem dobrze mi to wychodzi, lecz czasem dopadają mnie chwile słabości. 
Właśnie w takich momentach, jak ten. 
Tak bardzo chciałabym usiąść z filiżanką kawy w naszym ogrodzie, który z roku na rok jest coraz piękniejszy, dzięki ciężkiej pracy moich rodziców. Tak bardzo chciałabym  usiąść na kanapie z moim bratem i spędzić z nim trochę czasu, nawet milcząc. I na koniec tak bardzo chciałabym się nie rozpłakać, kiedy ich w końcu zobaczę. 


Gdzie poniesie mnie życie? Odpowiem krótko, nie wiem. Na Hutę raczej nie powrócę. To miejsce będzie tylko moim przystankiem, gdzie będę mogła zawsze odpocząć, nabrać sił. Schronieniem, gdzie będę mogła się wyciszyć, a co najważniejsze będzie moim domem, do którego zawsze będę mogła wrócić.






czwartek, 1 maja 2014

Maj.

Nareszcie maj! Tak długo, na niego czekałam, bo według mnie to najpiękniejszy miesiąc w całym roku. W tym momencie maturzyści mogliby się ze mną nie zgodzić, ponieważ siedzą w domach i czytają jakiekolwiek streszczenia z nadzieją, że coś im to pomoże. Otóż nie. Teraz powinniście odpoczywać, ale tak na marginesie robiłam to samo. Na szczęście egzamin dojrzałości mam już za sobą. 

Nareszcie maj! Miesiąc, który od samego początku pozwala nam odpocząć od pracy, dużego miasta, korków, klaksonów. Ludzie wracają w swoje rodzinne strony, wybierają oferty last minute, albo tak jak ja spontanicznie z dnia na dzień rezerwują apartament, kupują bilety na pociąg i wyjeżdżają z samego rana. Zabierają ze sobą najlepszych przyjaciół. I żyją w przekonaniu, iż to będzie najlepszy ich weekend od początku roku. I pewnie się nie mylą.
Ja wybrałam Poznań. Nigdy nie byłam w stolicy Wielkopolski, a zawsze chciałam. Początkowo planowałyśmy wyjazd do Gdańska, ale niestety nie udało nam się znaleźć noclegu. I wcale mnie to nie dziwi. Każdy chce odpocząć, więc planuje swój wyjazd dużo wcześniej. Jeżeli ktoś jest tak roztrzepany jak my, robi to na ostatnią chwilę. 
Tak samo jest z pakowaniem mojej walizki. Spakuję stertę niepotrzebnych ubrań, butów, zapewne nie będą one adekwatne do pogody, a podobno nie będzie tak pięknie, jak w poprzednich dniach. 
Aura nie zepsuje mi weekendu, planuje napić się najlepszej kawy w najpiękniejsze kawiarni, wieczorem pójść na spacer na Stare Miasto i świetnie się bawić.

Walizka czeka, herbata wystygła. Doba jest zdecydowanie za krótka.



sobota, 26 kwietnia 2014

Wiosna, ach to Ty!

Przyszła wiosna, najpiękniejsza pora roku. Okres w którym człowiek wprowadza do swojego życia najwięcej zmian. Samotne osoby znajdują swoje drugie połówki, matki chętniej wychodzą ze swoimi dziećmi na spacery, częściej widzimy u innych uśmiech na twarzy, zmieniamy garderobę na tę lżejszą. Ja postanowiłam wprowadzić trochę nowości i wpuścić wiosenną atmosferę do mojego malutkiego, warszawskiego mieszkania. Co pewien czas muszę coś zmieniać, przestawiać, poruszać, bo gdybym tego nie robiła byłoby szaro i nudno. Zaczęłam od kuchni. Ostatnio zauważyłam, iż spędzam w niej każdą wolną chwilę, mój pokój mógłby nie istnieć. I tak siedząc z kubkiem herbaty, słuchając ulubionego radia rozejrzałam się dookoła. W tym moim zaciszu brakowało pewnych rzeczy, a dokładniej obrazów. Dobrze, że istnieją strony, które dają Ci ogromny wybór i dodatkowo sprawiają, że twoje mieszkanie staje się oryginalne. Odwiedziłam ulubioną stronę(www.pakamera.pl) i bingo! Znalazłam to, czego szukałam od dawna.  Kliknęłam kup i pewnie w przyszłym tygodniu będę mogła je powiesić i cieszyć się ich widokiem. Są idealne. " W dogadzaniu sobie jestem mistrzynią". To jeden z nich. Kuchnia to początek, ale od czegoś trzeba zacząć. Jak moje wiosenne rewolucje się zakończą, tego nie wiem. Wiem to, że fizycznie padam. Wczorajsze urodziny, wracanie nocnym autobusem o świcie, spanie dwie godziny. Ale to nie zmienia faktu, że nie zakładam teraz butów, ulubionej bluzy i, że nie wychodzę, po kwiaty, żółte tulipany. W tak ponurą pogodę, jak dzisiaj może one ożywią moją kuchnię. Oczywiście do czasu, kiedy nie przyjadą obrazy. Zabrudzona bluzka, lecz kto by się tym przejmował. Nikt mnie nie zna. I chyba to sprawia, że lubię Warszawę. Wychodzę.
Parasol Marta, parasol!


piątek, 25 kwietnia 2014

Mam marzenie.

Kilka lat temu zrobiłam pewną listę, którą trzymam w pudełku w swoim rodzinnym domu. Nie jest to zwykła lista, to spis moich większych i tych mniejszych marzeń. Każdy ma jakieś życzenia, niektórzy chcą polecieć na księżyc, zjeść kolację z Bradleyem Cooperem. Inni wyleczyć raka, wrócić do swojego kraju, na święta Bożego Narodzenia albo po prostu być szczęśliwym. Właśnie ostatnio, będąc w domu otworzyłam pudełko z pamiątkami. Stwierdziłam, iż dawno tego nie robiłam. Pełno zdjęć, kartek, karteczek, jednakże na jedną zwróciłam szczególną uwagę. Wzięłam ją do ręki i zaczęłam czytać, widniał na niej rok 2011. Mając osiemnaście lat i pisząc to, nie sądziłam, że w 2014 praktycznie nic bym nie dodała oraz nie wykreśliła z tej listy. Może jedną małą poprawkę. Od dziecka planuje wyjazd do Nowego Jorku. Tak, planuje to dobre słowo, bo pewnie będzie jeszcze to całe planowanie trwało kilka lat. Ale wszystko jest do zrealizowania. Tylko trzeba w to wierzyć i nie poddawać się. Bo jaki to wtedy będzie miało sens? Jeżeli całe życie marzyłeś o napisaniu książki, zrób to. Od zawsze chciałeś nauczyć się jeździć na desce, rolkach, łyżwach, jednakże za często upadałeś, bolało Cię i mówiłeś nie, nie dam rady, to za trudne. I tu popełniałeś błąd. Cały czas napotykasz przeszkody, niektóre z nich omijasz sprawnie inne musisz pokonać wkładając w to więcej siły. Potrzebna jest wiara, wiara w siebie i we własne umiejętności. Tak było w moim przypadku. Bez niej nie jeździłabym samochodem, nie biegała piętnastu kilometrów, nie zaczęła studiów. Także, jeżeli chcesz pojechać do Paryża, jedź. I może to być na początek mały, polski Paryż. Pewnie nie zobaczysz tam wieży Eiffla, nie popłyniesz Sekwaną, jednakże należy od czegoś zacząć. Nawet jeżeli ten Paryż leżałby w województwie opolskim.



Niestety Nowy Jork zniknął z mapy Polski w 2009 roku. Paryżanie, macie szczęście!

Marcia.

czwartek, 24 kwietnia 2014

Powroty.

Mówią, nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki. Właśnie, mówią. Należę do tych osób, które nie trzymają się tej zasady. W najgorszym wypadku ponownie odpuszczę i utonę, a w najlepszym będę utrzymywać się na fali. Mowa tutaj o pisaniu, blogowaniu, nazywaj to jak chcesz, ale jest to zajęcie, które sprawia mi ogromną frajdę. Zaczynam chyba po raz 45895, mam nadzieję że ten 45895 będzie tym ostatnim razem.  Nie będę blogerką modową( chociaż bardzo interesuję się modą), nie będę kolejną blogerką kulinarną(chociaż próbuję gotować), nie będę blogerką od fitnessu i zdrowego żywienia( chociaż staram się codziennie biegać i od 4 lat nie jeść czekolady i pić 3 litry wody dziennie), nie będę blogerką od przemyśleń
(myślę codziennie, o rzeczach poważnych i tych błahych). Jednakże, nie mówię, że nie będę o tym pisać. Czy właśnie dzisiejszy świat nie kręci się wokół zdrowego odżywiania, fitnessu, mody? Czy wszyscy dążą do perfekcji? Czy sprawia im to przyjemność? W pewnym sensie tak. Sama podniosę w górę rękę i przyznam się, że to robię i wcale nie sprawia mi to przyjemności. Ale robię to z przyzwyczajenia. Tak, to nawyk, którego się nauczyłam. I chyba nie umiem się go pozbyć. Na dzisiaj to tyle, czas pójść biegać. Właśnie to kolejne przyzwyczajenie. Jednak znajduję się w worku z napisem: "Miłe przyzwyczajenia".


Kiedy w głowie tworzy się dawno niewidziany porządek, decydujesz się na powrót. Na powrót do wszystkiego.
Marcia.